27 X 2026 r. stanęliśmy, obok innych delegacji, w miejscu szczególnym – miejscu, gdzie 27 X 1943 r. okupant niemiecki dokonał pierwszej publicznej egzekucji w Sokołowie Podlaskim. Ku pamięci pomordowanych pochyliliśmy głowy i zapaliliśmy znicze. Uczniowie z klasy Policji i Straży Granicznej – Oddziału Przygotowania Mundurowego stanęli przy przy sztandarze Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej - Koła w Sokołowie Podlaskim, którym opiekuje się szkoła.
Skwer Unitów Podlaskich, to obszar położony między ulicami Długą i Repkowską. Tutaj 27 października 1943 r. okupant niemiecki przeprowadził pierwszą publiczną egzekucję w Sokołowie Podlaskim. To tu, na dawnym boisku SP nr 3, tego właśnie dnia Niemcy rozstrzelali 10 aresztowanych wcześniej Polaków (wtedy stał tu budynek magistratu, następnie – w miejscu obecnego boiska - rozciągał się plac i wzgórek . Również , i to jeszcze przed I wojną św., znikła stąd cerkiew przeniesiona na cmentarz przy ul. Bartoszowej).
W poznawaniu historii istotne są dokumenty. Według jednego z nich, sprawozdania Warszawskiego Obszaru Armii Krajowej, ,, …o godz. 15.00 wywleczono ich z więzienia i powiązanych do jednego sznura pędzono na miejsce kaźni…’’. Ale dokumenty to nie wszystko. Ogromną wagę mają relacje świadków. W tym przypadku niezwykle cenne są informacje udzielone przez p. Marię Suchtę, siostrę Tytusa Antoniego Musiejkiewicza; p. Janinę Flagę, siostrę Eugeniusza Sawickiego oraz ich krewną p. Marię Sawicką.
W oparciu o te wspomnienia można pokusić się o próbę odtworzenia przebiegu, pierwszej na taką skalę, egzekucji w naszym mieście. Z Sokołowa Podlaskiego pochodzili Eugeniusz Sawicki i Tytus Antoni Musiejkiewicz. Prawdopodobnie obaj należeli do struktur konspiracyjnych. Z kolei kolejnych 6 zamordowanych pochodziło z Łochowa i okolic, część z nich była członkami AK – np. Ireneusz Borzym (na tablicy błędny zapis ,,Bożym’’) ps. ,,Szczerbiec II’’. W wymienionych na tablicy pomnika ich nazwiskach znajdują się także pewne błędy. Należy również założyć, że zamiast Władysława Witkowskiego (który zginął w innej egzekucji) powinno być umieszczone na pomniku nazwisko nauczyciela i żołnierza AK z obwodu radzymińskiego Bronisława Zawadzkiego ,,Kota’’.
Idący na śmierć zostali wyprowadzeni pod eskortą niemieckich okupantów ze wspomnianego już więzienia przy ul. Bóżniczej, obecnie Magistrackiej. Pędzono ich, ustawionych w szereg, ulicą Długą w kierunku magistratu. Wcześniej przeszli okrutne śledztwo. P. Janina Flaga wspomina, na podstawie relacji rodziców ówcześnie mieszkających na początku ul. Repkowskiej , że jej brat, młody 23-letni chłopak prowadzony jako pierwszy w tym ,,łańcuchu śmierci’’, w wyniku tortur wyglądał jak 70-letni starzec. Z kolei z okna swojego dawnego domu przy ul. Długiej 57, straszliwy pochód obserwowała Maria Musiejkiewicz, obecnie Suchta. Zauważyła, że z kolei jej brat Antoni (miał wtedy 21 lat) idzie związany na samym końcu. Wcześniej ten kwartał miasta został obstawiony hitlerowskimi żołnierzami i żandarmami, zatrzymany został również ruch dla wszelkich pojazdów cywilnych. Przerażeni ludzie z okien domów i zakamarków podwórz obserwowali co się dzieje.
Jak relacjonuje p. Suchta dziesięciu skazanych Niemcy ustawili przed wzgórkiem, po czym kazali im klęknąć twarzą w kierunku do plutonu egzekucyjnego. Po chwili padły strzały. Drgającego w konwulsjach Eugeniusza Sawickiego oprawcy dobili z bezpośredniej odległości.
Grupę mieszkańców Niemcy zmusili do wrzucenia zwłok na podstawiony samochód. Znalazł się wśród niej ojciec jednego z zamordowanych Jan Musiejkiewicz. Złapany przypadkowo na pobliskiej ulicy, jeszcze nie wiedział kto zginął w egzekucji. Miał ciągle nadzieję, że nie ma tam syna, tym bardziej że wcześniej władze okupacyjne nie rozwiesiły plakatów informacyjnych. Gdy wkładał na samochód dziewiąte ciało jego osobista ojcowska nadzieja w tym morzu rozpaczy wzrosła. Dramatycznie zgasła, gdy zbliżył się do dziesiątego ostatniego zabitego mężczyzny… Strasznie krzyczeć też zaczęła z rozpaczy matka Eugeniusza Sawickiego – Leokadia. Gdy jeden z Niemców zagroził, że ją zabije krzyknęła: ,,Zabij mnie razem z synem’’.
Dziś po raz kolejny i wciąż aktualny zadajemy sobie pytanie: Co było przyczyną tej straszliwej zbrodni ? Odpowiedź jest znana, ale warto ją ciągle powtarzać szczególnie tym, którzy mieli wielkie szczęście urodzić się już po wojnie. I odpowiadamy – chęć zastraszenia ludności polskiej przez okupantów niemieckich, ich polityka eksterminacji i zbiorowej odpowiedzialności za akcje zbrojne żołnierzy Polski Podziemnej, chęć uczynienia z Polaków bezwolnej masy podporządkowanej rasie panów. W takich okolicznościach, często w pierwszej kolejności, ginęli członkowie podziemnych organizacji konspiracyjnych, tacy jak ci rozstrzelani 27 X 1943.
Zamordowanych Niemcy wywieźli do dołu w lesie zwanym Ośniak, między Przywózkami a Kudelczynem. Według niepublikowanych dotąd wspomnień Henryka Pytelewskiego ps. ,,Piast’’, komendanta posterunku policji granatowej w Bielanach, a jednocześnie i przede wszystkim dowódcy placówki Kowiesy - Bielany, Ośrodka ,,Sokół’’, Obwodu ,,Sęp’’ ,,Proso’’ Armii Krajowej mieszany oddział AK pod dowództwem Franciszka Pliszki ,,Marynarza’’ z Rozbitego Kamienia i Wierzbickiego z Wojewódek ekshumował ciała i pochował na cmentarzu w Rozbitym Kamieniu. Warto przy tym zaznaczyć, że na tej nekropolii, w miejscu gdzie byli pochowani znajduje się pomnik z wymienionymi nazwiskami i napisem ,,Ku czci żołnierzy Armii Krajowej’’.
Gehenna nie skończyła się w X 1943. W grudniu tego samego roku okupant zarządził wysiedlenie kilkunastu rodzin osób rozstrzelanych i poszukiwanych. Wypędzeni musieli opuścić rodzinne domy i udać się na tułaczkę do miejsc im wyznaczonych. Sawiccy trafili do wsi Majdan, a Musiejkiewiczowie do wsi Józefy w ówczesnym powiecie sokołowsko-węgrowskim, obecnie węgrowskim. Po przejściu linii frontu w 1944, wrócili do swojego miasta. Ich najważniejszym zadaniem i najszczerszym pragnieniem było sprowadzenie ciał swoich dzieci do rodzinnego miasta, na sokołowski cmentarz. Dziś Antoni Musiejkiewicz (bo takiego imienia w rodzinie używano) spoczywa blisko Eugeniusza Sawickiego na cmentarzu przy ul. Chopina, tak samo jak kiedyś, tego samego dnia co dzisiaj, tylko 83 lata temu, byli blisko siebie w ostatnich chwilach życia.
Pokolenia pokoleniom. Pamiętamy.
Fot. - Grzegorz Mieczkowski, Jacek Odziemczyk; oprac. historyczne – Jacek Odziemczyk